środa, 29 sierpnia 2012

enough

Wciąż nie umiem nazwać tęsknoty, która od zawsze jest we mnie.

47 komentarzy:

  1. Też taki miałam. Aż urodził się mój straszy Syn i wtedy przestałam mieć czas na sentymenty, analizowanie i szukanie odpowiedzi na pytania których nie potrafię sformułować. Bardzo mnie to cieszy, bo cholernie męczyłam się z tamtą sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie urodzenie dzieci nic nie pomogło :)

      Usuń
  2. moja mija gdy tylko jestem w ukochanym mieście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy21:26

    ja to nazywam wrodzoną melancholią.. mam. dopada czasami - pozdrawiam joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie wydaje mi się, żeby 'melancholia' do mnie pasowała.

      Pozdrawiam i ja :)

      Usuń
    2. Anonimowy10:27

      no nie wiem, nie wiem :)a niektóre posty? taaaakie melancholijne! :))

      Usuń
  4. Może to saudade ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd się przyznać, ale musiałam sobie sprawdzić co to znaczy.

      Usuń
    2. Yba, dziękuję :) nie znałam tego słowa. Bardzo się przyda w wielu sytuacjach.

      Za BBC: Saudade zostało uznane za siódme najtrudniejsze do przetłumaczenia słowo świata przez brazylijski magazyn Folha

      Usuń
    3. Bardzo mnie ciekawi pierwsza trójka!

      Usuń
    4. Pierwsza trójka z "naszym" przedstawicielem :)
      1. "Ilunga" (tshiluba)
      Słowo to oznacza osobę, która jest gotowa wybaczyć każdą zniewagę, gdy dochodzi do niej po raz pierwszy, zniesie ja tez za drugim razem, lecz później już nigdy więcej.
      2. "Shlimazl" (ídiche)
      w jidysz oznacza osobę mająca chronicznego pecha.
      3. "Radioukacz" (polonês)
      radiotelegrafista działający w ruchu oporu po sowieckiej stronie (tylko że ja Polka tego słowa nie znam...)

      Usuń
  5. A ja nie potrafię pokonać tęsknoty za prababcią :(

    OdpowiedzUsuń
  6. może nie trzeba słów

    OdpowiedzUsuń
  7. "Melancholia to szczęście bycia smutnym"ta definicja jest wyjątkowo mi bliska...

    OdpowiedzUsuń
  8. W każdym z nas jest chyba jakaś tęsknota. Za czymś lub za kimś.
    PS. Myślę nad wypadem do kina na "zakochani w rzymie". Czy ktoś może się u mnie na blogu wypowiedzieć czy jest godny uwagi? http://klepka-pisze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też tak mam i nie mogę powiedzieć, że lubię ten stan. Chyba mam po prostu nadzieję, że kiedyś minie. Może trzeba odnaleźć to za czym się tęskni albo pozwolić, żeby nas odnalazło.

    OdpowiedzUsuń
  10. No cóż, też tak mam...

    OdpowiedzUsuń
  11. hmmm chyba każdy ma w sobie taką tęsknotę, której nie potrafi nazwać po imieniu.

    OdpowiedzUsuń
  12. ja ciagle czuje tesknote...choc nie wiem za czym..to rozdarcie towarzyszy mi od dawna...

    OdpowiedzUsuń
  13. ta tęsknota potrafi napędzić. wsadzić nowe myśli i kolejne uczucia. wzmocnić kreatywność. tęsknota bywa czymś dobrym. wiele wymaga wiele uczy i na końcu wiele daje

    :)

    OdpowiedzUsuń
  14. !!
    Jej... To nie bezpieczne tak czytać własne myśli.
    Choć nie teraz, to bardzo często to mam. Czasem sobie myślę o tej tęsknocie, jak o głodzie... Dziwnym, wewnętrznym głodzie, choć to właśnie ta tęsknota.
    Ale nie, nie teraz. nie dzisiaj.

    Witaj, moja droga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię znów widzieć :)

      Usuń
  15. PS
    http://zielone-buty.blogspot.com/2010/06/blog-post.html
    CZY TY tak WYGLĄDASZ TERAZ?!
    Jej jaka piękne figura!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wyglądam tak teraz?
      Pewnie tak, choć mam dłuższe włosy :)
      I szczuplejsze ręce (tamtych nie lubiłam).

      Usuń
    2. Anonimowy17:50

      Taka szczupła sylwetka to zasługa genów czy diety, ćwiczeń etc.?
      Pozdrawiam
      Stała czytelniczka:)

      Usuń
    3. Czy ja wiem?
      Pewnie w największej mierze genów, a potem dziennej ilości przebytych i przejechanych kilometrów.
      Z pewnością nie zdolności zjedzenia litra lodów :)

      Usuń
  16. Czy ja mogę mieć pytanie z totalnie innej beczki?
    Te fryzury to robisz sobie sama? Są takie cudne, a gdy mam sobie zapleść najzwyklejszego warkocza, to - nie widząc tyłu głowy - ręce mi się plączą i wychodzi fiu-bździu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama :)

      Bez lusterka z tyłu, bo niestety obecna łazienka nie pozwala mi na zamontowanie takowego. To wszystko jest do wyćwiczenia, naprawdę :)

      Usuń
  17. Ja też tak miewam... nazywam to niespokojną duszą... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! :)
      'Niespokojna dusza" nie brzmi źle :)

      Usuń
  18. Obawiam się, że u niektórych osób ta tęsknota za czymś, do czegoś nie mija nigdy. Bardzo chciałabym się jej pozbyć, ale nie daję rady:(

    OdpowiedzUsuń
  19. Witaj
    Ktoś napisał, ze minęło po pierwszym dziecku.
    Mnie i po drugim ten stan nie minął, może to melancholia, sama nie wiem.
    Ale dobrze mi z tym... chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle nie wiem czy dobrze mieszać dzieci w kwestie mijania czegokolwiek :)

      Usuń
    2. A kto, jeśli nie dzieci są najprawdziwszym wskaźnikiem przemiającego czasu?

      Usuń
  20. Też to mam, zapewne jak wielu innych wrażliwych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  21. z tesknoty pisze sie wiersze...

    OdpowiedzUsuń
  22. A mnie czasem dopada tęsknota za straconymi szansami.
    Ale... czy mi te uczucia potrzebne, po co mam je trzymać w głowie? I wiem, że gdy je wymiotę z głowy moją miotłą czarownicy, jest miejsce na to co teraz mogę zrobić, na teraz.
    A za teraz nie można tęsknić trzeba kreować!

    OdpowiedzUsuń
  23. Często przywołuje ją widok nieba, oceanu, i lotniska też... A czasem przychodzi znienacka.
    Czasem czuję, że tęsknię za zapełnianiem siebie nowymi wrażeniami, miejscami, zapachami. Chyba po prostu tęsknię za tym ogromem nieznanych pięknych miejsc i chwil... i to pewnie nigdy nie minie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja wiem za czym tesknie, tesknota jest moja stala towarzyszka, niestety.
    Tesknie za niespelnionymi marzeniami, za dziecinstwem, ktore nie bylo takie jak byc powinno, za "normalna" rodzina, za Polska, za przyjaciolkami, ktore po tylu latach dalej sa tak wazne, pomimo dzielacej nas odleglosci, za przyjaznia tu, na miejscu.
    Niemcy maja takie okreslnie "Fernweh", czyli tesknota za podrozami, odlegloscia, nowymi miejscami. Wlasnie teraz jestem u zenitu tej wlasnie tesknoty. Tesknie za czyms nowym, za nowym zyciem, za nowymi krajami, miastami. W obecnym mieszkam od 2007 i czuje, ze to juz za dlugo :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Karolina15:37

    Zawsze za czymś tęsknimy... a najbardziej właśnie za nie nazwanym... za nie znanym..

    OdpowiedzUsuń
  26. przeczytaj "W głębi kontinuum" Jean Liedloff.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zapisuję. Dziękuję :)

      Usuń
  27. Anonimowy23:14

    Ta "tęsknota" ma na imię "Próżność"

    OdpowiedzUsuń