wtorek, 24 kwietnia 2012

after

Na komendę i trochę pod przymusem poszliśmy po pracy na piwo.
Nie było źle. Nawet się trochę ubawiłam.

16 komentarzy:

  1. Bardzo nie lubię tych pracowych wyjsć pod przymusem... Zawsze jest jakoś dziwnie mimo, że w sumie zawsze kończy się sympatycznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię. Głupio nie pójść, głupio odmówić, głupio wyjść wcześniej.
      Po chwili, oczywiście, okazuje się, że jest całkiem fajnie.

      Usuń
  2. my często gdzieś chodzimy, bo ekipę z pracy mam iście rozrywkową :) chociaż też zwykle mi się nie chce jechać wieczorem na spotkanie z ludźmi, których oglądam codziennie w pracy...

    OdpowiedzUsuń
  3. pod przymusem nie zawsze znaczy niemiło. Sama często się migam, choć na piwo nie chodzimy, ale wtedy poznajemy drugą twarz pozornie znanych nam ludzi,

    OdpowiedzUsuń
  4. Na szczęście przy takich spotkaniach po piwku trochę się atmosfera rozkręca ;) A piwko widzę dobre było, ciemne jak lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ze zdjęcia było w Pradze :)

      Usuń
  5. Anonimowy15:26

    Pod przymusem? Na piwo?
    Nie!
    :)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet trochę? Czego zabrakło?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się właśnie wymigałam z dzisiejszego... :)
    I wcale z tym wymiganiem nie jest mi źle.

    OdpowiedzUsuń
  8. i tu czasem też trzeba załączyć usmiech nr 5 ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy13:31

    Czytam Ciebie,Zielone Buciki, i odnajduję siebie sprzed wielu lat. I bliziutko mi do mojej Córci (mimo że Ona daleko). Bo takie jesteście do siebie podobne....
    Małgosia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasem takie wyjścia pozwalają nam zobaczyć w koleżance z pracy inną osobę... :) a czasem nie :)

    OdpowiedzUsuń