poniedziałek, 9 września 2013

kindness

Po spotkaniu, po kawie lub ciastku zabierz paragon.
Jeśli następnego dnia zorientujesz się, że setki kilometrów stąd zostawiłaś dokumenty będziesz mogła zadzwonić.

Muffinka. 4,50.
Właścicielka, której te papiery wydały się ważne.
I która odeśle.

52 komentarze:

  1. To niesamowite jak pomocni potrafią być ludzie. Kiedyś w Irlandii do schroniska w którym mieszkałam zadzwonił człowiek że znalazł mój portfel - zrobił to jeszcze zanim ja się zorientowałam że go zgubiłam i stwierdził, że skoro znalazł go przy ulicy na której jest hostel a ja jestem obcokrajowcem to pewnie tam mieszkam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow. To jest dopiero historia!

      Usuń
    2. :) i jeszcze miałam napisać że piękny wybrałaś tytuł tego wpisu - jak go widzę to od razu nucę "Kindness in your eyes again"

      Usuń
  2. Mój mąż zostawił plecak z laptopem w restauracji. Zadzwonił właściciel-Wietnamczyk, po przeprowadzeniu małego śledztwa znalazł numer telefonu w kalendarzu, a my zachodziliśmy w głowę skąd on wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprytne, nie pomyślałabym o tym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi przyszło do głowy po stosownej chwili paniki.

      Usuń
  4. Całkiem niedawno zgubiłam bilet na koncert. Upragniony, super miejsca itp...Co się naszukałam to moje - każdą książkę w domu przeglądnęłam, a kosz na śmieci chyba z tysiąc razy. Po tygodniu zadzwoniła do mnie pani z banku - pytając czy to nie ja zgubiłam bilet :) Zostawiłam go robiąc wpłatę :/ Podobno dzwonili do wszystkich klientów z tego dnia. Nie mogłam uwierzyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie?
      Czyli jest nadzieja!

      Usuń
  5. Jak miło...a ja dziś miałam z samego rana spotkanie z mega podłym i aroganckim klientem!
    Nie lubię tak zaczynać tygodnia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję.
      Najgorsze co może być.

      Usuń
  6. Uwielbiam takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy którą stroną takiej historii jesteś :)

      Usuń
  7. :-))))) Chciałabym być właścicielka kawiarni! Naprawdę! miłego poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, i ja nie miałabym nic przeciwko! :)

      Usuń
  8. zabieram tylko paragony z tesco... bez sensu :) market mam pod samym nosem, i nie noszę ze sobą portfela z dokumentami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogą nie być aż tak przydatne!

      Usuń
  9. Na wagę złota! :) Złota kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie. Jak faktycznie prześle :)

      Usuń
  10. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym padole!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oh, to to mi się jeszcze nawet nie przytrafiło!
    Trzymam kciuki o 'happy end'.

    OdpowiedzUsuń
  12. na dobrych ludzi trafiasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko.
      Równowaga musi być.

      Usuń
  13. Zawsze się dziwię jak Ty to robisz, że trafiasz na takich dobrych ludzi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co mówią o głupich i szczęściu :)

      Usuń
    2. No wiesz co! ;)

      Usuń
    3. No a jak inaczej? :)

      Usuń
  14. W podstawówce, wychodząc ze szkoły zapomniałam plecaka (może dlatego, że to był 13-ty, choć ja nie jestem przesądna). Starszy brat koleżanki z klasy gonił mnie chyba pół drogi, żeby mi go dać. I tak mogłam odrobić zadanie domowe. Wielki plus dla takich ludzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy17:16

    Zgubiłam na jednej z krakowskich ulic kartę do biblioteki, drobiazg, zgadza się, ale i tak był ktoś, kto chciał mi ją zwrócić. Znalazca- zakonnik, dzięki moim danym na karcie, znalazł mnie w sieci (poprzez portal niania.pl ;D) i napisał, że mogę zgubę odebrać na furcie klasztoru. W niedługim czasie zgłosiłam się po odbiór karty i jak się okazało rzecz po raz drugi została zgubiona. Zakonnik po długim szukaniu stwierdził, że jak znajdzie to się odezwie. W końcu poszłam wyrobić sobie nową, a w bibliotece czekała na mnie zguba. Zakonnik oddał ją do biblioteki. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. hm... Oby naprawdę odesłała. Trzymam kciuki.
    Na własnym koncie mam historię z końca liceum. Robiliśmy wtedy ogrom badań, i sporo było różnych spraw. Pewnego takiego szalonego dnia z lekcji wyrwała mnie Pani Sekretarka mówiąc że zgubiłam dokumenty. Nie mogłam uwierzyć, że ich nie mam. Przemiła Pani pracująca w aptece niedaleko poradni w której robiłam te badania, pozbierała moje papierzyska, odnalazła mnie i co więcej została dłużej w pracy bym zdążyła je odebrać po szkole...
    Zatem i Tobie się uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odesłała. Dziś przyszło :)

      Usuń
  17. Anonimowy20:45

    A czy ta nieszczesna muffinka chociaz byla warta tego stresu? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak to nie, choć, przyznaję, była pyszna.
      Jeszcze ciepła :)

      Usuń
  18. dzięki takim momentom wraca nam wiara w ludzi :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnio mojemu koledze też się poszczęściło. Zgubił portfel nad morzem (w którym miał całą wypłatę z tamtego dnia, wszystkie dokumenty). Panika ogromna, zdążył wszystko telefonicznie poblokować (karty, dokumenty).
    Następnego dnia przyszła do niego do domu sąsiadka (a mieszka 100km od morza) i pyta ,,nie zgubiłeś przypadkiem dokumentów?"
    Okazało się że jakiś facet znalazł jego portfel. Co więcej - szukał w książce telefonicznej adresu zbliżonego do tego z dowodu osobistego i zadzwonił do jego sąsiadki, która miała telefon domowy.
    A teraz najlepsze - ten facet przywiózł mu pod dom portfel (jechał tamtędy przy okazji) z którego nie zginął nawet grosz :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też poszukiwałam kiedyś właściciela portfela.
      Okazał się być synem kolegi (z czasów podstawówki) mojego Taty.

      Usuń
  20. Ale historia!

    Ostatnio moja znajoma znalazła w toalecie, jednej z restauracji, 3 złote pierścionki. Pierwsza myśl: odnaleźć właścicielkę. Na szczęście się udało. Starsza kobieta była bardzo szczęśliwa (pierścionki to pamiątki rodzinne) i zdziwiona, że owa znajoma oddała je.

    Jak widać uczciwi ludzie jeszcze istnieją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niby tak, ale, z drugiej strony, jak można się dziwić, że ktoś oddał coś co nie należy do niego? Co znalazł przypadkiem. A my (albo chociaż większość nas) dziwimy się i jesteśmy urzeczeni historią bo to "taki uczciwy człowiek".

      Usuń
    2. Bo zdarzają się i takie historie, jak moja.

      Któregoś razu zostawiłam przed klatką rower. Miałam go za chwilę wprowadzić, ale zapomniałam( na moje szczęście był przypięty do barierki). Niestety w koszyku zostawiłam dwie rzeczy: okulary (ulubione) i dodatkowe zapięcie do roweru z kluczykiem. Ktoś ( w swoim mniemaniu zabawny) wykorzystał moją nieuwagę i tym dodatkowym zapięciem zablokował mi koło, a kluczyk, no i okulary zabrał ze sobą. I niby czyjaś własność, nie osoby lub osób, które to zrobiły, a mimo to, ktoś nie uszanował.
      Taka negatywna historia przytrafiła mi się raz, a mimo to zapadła w pamięci, i dlatego się dziwię, ze „tacy uczciwi ludzie”.

      Usuń
    3. Mnie również oni dziwią.
      I uważam, że to niesamowicie przykre, że jesteśmy raczej nastawieni na nie. I ciężko uwierzyć, w oczywistą przecież rzecz, że ktoś odda coś co nie należy do niego.

      Usuń
  21. Przypomniała mi się pewna historia sprzed roku. Zimową porą znalazłam przez galerią torebkę papierową z zakupami. Jak się okazało w środku był komplet biżuterii bardzo znanej i drogiej marki. Stałam więc przez chwilę na widoku z tą torebeczką w ręce z nadzieją, że może ktoś się po to wróci i mnie ujrzy. W środku był paragon więc na drugi dzień poszłam do tego sklepu i poprosiłam dziewczynę tam pracującą, pokazując paragon, czy nie mają namiarów do kogoś kto wczoraj kupował ten zestaw (karta stałego klienta etc...) Dziewczyna trochę nie ogarnięta, zaczęła dzwonić do kilku ludzi, którzy tego dnia robili zakupy. Niestety nie udało się namierzyć właściciela. Ponieważ się śpieszyłam, zostawiłam dziewczynie mój numer telefonu i poprosiłam aby dała mi znać, jak uda jej się czegoś dowiedzieć. Chętnie wtedy spotkam się w właścicielem i oddam do rąk własnych, transakcja była przeprowadzona kartą płatniczą więc łatwo potwierdzić to jej numerem. Po kilku godzinach zadzwoniła do mnie ta dziewczyna, że kierowniczka prosi abym natychmiast przyniosła tą biżuterię do sklepu bo nie jestem jej właścicielem. Odpowiedziałam więc grzecznie, że sklep nie jest też właścicielem, ponieważ wskazuje na to paragon, który mam JA. I że nie mam obowiązku im tego odnosić ponieważ znalazłam to poza salonem a że jaką ja mam pewność, że oni sobie tego nie wbiją na stan robiąc zwrot i wezmą kasę dla siebie. Potem mnie ta laska jeszcze straszyła telefonem, więc mówię żeby zadzwoniła do mnie osobiście kierowniczka. Oczywiście sprawa nie została rozwiązana, kierowniczka nigdy nie zadzwoniła a dawałam jeszcze kilka ogłoszeń, ale bez skutku. Człowiek chciał być dobry i uczciwy a tu jeszcze się niepotrzebnie denerwowałam. Heh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia z gatunku przerażających.

      Usuń
  22. oby takich ludzi bylo wiecej!

    OdpowiedzUsuń
  23. słuszna lekcja. zapamiętam ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja mam historię dotyczącą naszego psa. Nasz Lucjan jest bardzo posłusznym psem, ale ciągnie go w świat. Niestety raz nie dopilnowałam i uciekł. Kilka godzin jeździłam samochodem po okolicy zapłakana, mój Szymon w pracy organizował akcję poszukiwawczą w internecie. Około północy, kiedy już traciliśmy nadzieję, że kiedykolwiek się znajdzie dostaliśmy telefon od pani, która pracowała w hotelu dla psów, że nasz pies jest w hotelu dla zwierząt cały i zdrowy.
    Jak się okazało, niedaleko naszego domu znalazła go dziewczyna, wsadziła w samochód i zawiozła do weterynarza, który nie mógł znaleźć chipa. Ponieważ nasz Lucek zgubił adresówkę, a domyśliła się, że pies komuś zaginął, postanowiła zawieźć go do hotelu, a nie do schroniska. Pracownica hotelu po powrocie do domu sprawdziła Facebooka, a tam na fan page'u jednej z fundacji była informacja o naszym Lucku. Szybki telefon do nas i moja spokojna noc, jedna z najszczęśliwszych w życiu. Niestety nigdy nie udało nam się odnaleźć tej Pani, która zadała sobie tyle trudu, żeby Lucek wrócił do nas.
    A ponieważ nasz pies jest charakterystyczny (biały mix boksera z buldogiem z wielkim brązowymi łatami), a akcja poszukiwawcza ogarnęła połowę internetu i naszej okolicy, to jeszcze długo ludzie zaczepiali nas w parku i pytali, czy to Lucek i jak się odnalazł :)

    Niestety kilka miesięcy później znowu uciekł. I tym razem trafił na cudowną osobę. A później wylądował na Demotywatorach ;) http://demotywatory.pl/4072486/Nie-badz-obojetny

    OdpowiedzUsuń