Nigdy nie sądziłam, że będę myślała o wyjeździe z tego kraju. Tak się składało, że lubiłam życie w niedużych miastach, w których blisko i do sklepu, i do bliskich. Dziś wydaje mi się, że będę musiała wyjechać.
Weekendowe leniuchowanie postanowiłam pożegnać aktywnym poniedziałkiem. Poszłam do lekarza, pojechałam na zakupy, umyłam podłogi. Odebrałam też dyplom. Bardziej z konieczności niż chęci. W chwili obecnej wykształcenie ma dla mnie niewielkie znaczenie.
Nie zaczęłabym czytać tej książki, gdybym wiedziała, że jest tak przerażająco smuta. A przy tym tak prawdziwa. To jedna z tych książek, które czytasz, bo masz nadzieję, że ta okropna historia wreszcie się skończy.
W tej książce zadziwiło mnie przede wszystkim to, że Kazuo Ishiguro jest “pisarzem i scenatrzystą angielskim”. A także to z jaką łatwością się ją czyta.